fałszywe domeny

[Droga Bezpiecznika] Fałszywe domeny: jak je rozpoznać – #5

Dostajesz SMS-a z linkiem. W adresie widzisz nazwę swojego banku, więc pierwsza myśl brzmi: skoro jest tam „mbank", to musi być mBank. Albo trafiasz na sklep z iPhone'em za 800 zł i w adresie strony też widnieje coś znajomego. Właśnie na tym opiera się większość oszustw internetowych: na tym, że nie wiesz, w którym miejscu adresu strony naprawdę zapisane jest, do kogo ona należy.

Ten post rozwija temat z poprzedniej części, gdzie mówiłem o domenach i rekordach DNS. Zapamiętaj z tamtego materiału jedną rzecz: za każdą domeną i za każdą subdomeną kryje się konkretny adres IP. To będzie za nami chodziło przy praktycznie każdym temacie sieciowym. Teraz zajmiemy się tym, jak taki adres jest zbudowany i dlaczego cyberprzestępcy tak chętnie żerują na nieznajomości tej budowy.

Z czego zbudowana jest domena

fałszywe domeny

Weźmy przykładową domenę mbank.pl. Adres strony składa się z części, które czyta się od końca, i to jest cały sekret.

Pierwsza część to top level domain (TLD), czyli domena najwyższego poziomu. W tym przypadku .pl. Innymi przykładami są .net, .gov czy .com.

Druga część to domena główna, czyli tutaj mbank. To ona razem z TLD tworzy nazwę, którą ktoś wykupił i zarejestrował.

Trzecia część, która nie zawsze występuje, to subdomena. Jeśli chcesz przejść do serwisu transakcyjnego mBanku, wchodzisz na online.mbank.pl. To online z przodu jest właśnie subdomeną. Subdomenę dodaje sobie właściciel domeny głównej i może ich stworzyć dowolnie dużo, bez pytania nikogo o zgodę.

Element adresu Przykład Kto o nim decyduje
Top level domain (TLD) .pl rejestr domen
Domena główna mbank ten, kto wykupił domenę
Subdomena online właściciel domeny głównej

Zapamiętaj kolejność, bo to jest klucz do całej reszty artykułu: domena główna i top level domain definiują właściciela. Subdomena nie mówi o właścicielu nic.

Jak cyberprzestępcy to wykorzystują

fałszywe domeny

Trafiłem kiedyś na fałszywą stronę podszywającą się pod mBank o adresie w stylu mbank-dane.ath.cx. Nie wchodźcie na takie adresy, nawet z ciekawości, bo to na pewno jest scam.

Rozłóżmy ten adres tak samo jak poprzedni:

  • .cx to top level domain,
  • ath to domena główna,
  • mbank-dane to subdomena.

Na pierwszy rzut oka gdzieś tam jest słowo „mbank", jest coś o danych, wszystko wygląda znajomo. Ktoś niedoświadczony powie: „przecież w nazwie jest mBank, więc to strona mBanku". Tymczasem właścicielem tej strony jest ten, kto wykupił ath.cx, a nie mbank.pl. Nazwę banku ktoś sobie po prostu dopisał z przodu, bo mógł.

Oszuści robią to bardzo sprytnie i wpychają w subdomenę dużo poprawnie wyglądających fragmentów: nazwę marki, słowo „dane", „logowanie", „platnosc". Im dłuższy adres, tym trudniej dostrzec, gdzie kończy się wymyślona część, a zaczyna prawdziwa nazwa domeny.

Zawsze patrz na koniec adresu

Jeżeli w adresie przewija się gdzieś „mbank" albo „mbank-dane", sprawdź to, co jest na końcu, tuż przed pierwszym ukośnikiem. Ten fragment, czyli domena główna plus top level domain, świadczy o tym, kto jest właścicielem strony.

I druga zasada: nieważne, co jest dalej po ukośniku. Ścieżka w rodzaju /mbank/logowanie/potwierdzenie nie ma całkowicie żadnego znaczenia dla ustalenia właściciela. Tam oszust wpisze, co tylko zechce. Sprawdzamy zawsze domenę główną i top level domain.

Black Friday i fałszywe sklepy

Skoro wiesz już, jak zbudowana jest domena, czym jest subdomena i kto jest właścicielem strony, to wszystkie super promocje na Black Friday nie będą dla ciebie zaskoczeniem.

Widzisz sklep z podejrzanie tanimi rzeczami, iPhone'a za 800 zł albo promocję, która nie ma prawa się opłacać? Zweryfikuj, jak skonstruowana jest domena i czy ta domena na pewno należy do sklepu, za który się podaje. W okolicach Black Friday oszuści bardzo często podszywają się pod znane marki: kosmetyczne, elektroniczne, pod duże serwisy w rodzaju Media Expert czy x-kom.

Sama domena to jednak dopiero pierwszy krok. Przy analizie fałszywego sklepu przyda ci się jeszcze kilka rzeczy.

Regulamin

Oszustom najczęściej nie chce się pisać regulaminu od zera, więc kopiują go z innych sklepów. Wejdź do paragrafu o zwrotach i reklamacjach i zobacz, na jaki adres każą wysyłać zwroty. Porównaj te dane z danymi na stronie. To mniej więcej powinno być spójne. Jeżeli sklep nazywa się inaczej niż firma z regulaminu, a adres zwrotów prowadzi w zupełnie inne miejsce, to masz odpowiedź.

RODO

Sprawdź, czy w ogóle jest informacja o RODO i czy podmiot, który przetwarza twoje dane, jest powiązany z tym sklepem. Jeżeli tych rzeczy nie ma, masz 99% pewności, że to fejk, a nie prawdziwa strona z super promocjami.

Metody płatności

Kolejna rzecz warta sprawdzenia to rodzaje płatności. Jeżeli strona oferuje tylko kilka metod, to też śmierdzi scamem. Wszystkie szanujące się sklepy mają przelewy, PayU, BLIK-a, karty kredytowe. Wejdź na dowolny legalny i oficjalny sklep, a zobaczysz, że tych metod jest naprawdę dużo.

Uważaj przy tym na odwrotną pułapkę: metod płatności może być na stronie mnóstwo, ale mogą kierować na fałszywe bramki płatności. Dlatego kiedy wchodzisz na przykład na Przelewy24, popatrz dokładnie, co kryje się w domenie i subdomenie tej bramki. To dokładnie ta sama analiza co wcześniej. Wiesz już, jak poprawnie zbudowana jest domena i kto jest właścicielem strony, więc użyj tego również przy płatności. Skamów na fałszywe bramki było naprawdę dużo.

Sprawdzenie firmy stojącej za sklepem

Jeżeli w regulaminie jest nazwa firmy, to sprawdź na Mapach Google, czy ta firma w ogóle istnieje pod podanym adresem, czy to całkowicie wymyślone miejsce.

Jeżeli jest podany NIP, warto go sprawdzić w CEIDG (rejestr działalności gospodarczej). Jeżeli jest REGON, można zweryfikować w rejestrze i w KRS, czy taka firma na pewno występuje.

Dla bardziej technicznych: WHOIS i Wayback Machine

Załóżmy, że ktoś z rodziny polecił ci akurat ten sklep i chcesz sprawdzić go głębiej.

WHOIS to publiczna baza informacji o domenach. Pokaże ci między innymi, kto jest właścicielem domeny i kiedy została zarejestrowana. Najczęściej wychodzi tak, że sklep z nowo zarejestrowaną domeną i dziwną nazwą jednak okazuje się scamem.

Wayback Machine, czyli Web Archive, to archiwum internetu. Zobaczysz w nim, jak strona wyglądała wcześniej. Jeżeli ma historię i ta historia pokrywa się z tym, co widzisz dzisiaj, na przykład od dłuższego czasu jest to sklep komputerowy i dalej jest sklepem komputerowym, wygląda to bardziej wiarygodnie.

Ale w historii możesz też zobaczyć coś zupełnie innego. Że strona najpierw hostowała zdjęcia kotów, a później nagle przerobiła się na sklep.

Dlaczego oszuści przejmują stare strony

Cyberprzestępcy starają się przejmować starsze, istniejące już strony, żeby ominąć blokady i alerty dotyczące nowo zarejestrowanych domen. Typowy scenariusz: ktoś postawił WordPressa, strona działa od lat, nie jest aktualizowana, właściciel ją kiedyś opłacił i o niej zapomniał. Oszuści przejmują taką stronę i podmieniają zawartość na swój fałszywy sklep albo fałszywą bramkę płatności.

Część automatycznych alertów wtedy odpada, bo to nie jest nowo zarejestrowana domena, tylko domena z historią. I właśnie dlatego Wayback Machine jest tu przydatny: pokazuje, czym ta domena była wcześniej i co na niej było zainstalowane.

Podsumowanie

  • Za każdą domeną i subdomeną kryje się konkretny adres IP.
  • Adres czyta się od końca: domena główna plus top level domain mówią, kto jest właścicielem strony.
  • Subdomena nie mówi o właścicielu nic. mbank-dane.ath.cx należy do właściciela ath.cx, nie do mBanku.
  • To, co jest po ukośniku, nie ma znaczenia przy ustalaniu właściciela.
  • Przy sklepie sprawdź jeszcze regulamin, informację o RODO, liczbę metod płatności oraz domenę bramki płatniczej. Dane firmy zweryfikuj w Mapach Google, CEIDG i KRS, a technicznie w WHOIS i Wayback Machine.

Materiał Video

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *